Dużo zadań, mało czasu.

Postanowienie noworoczne jest jasne. Do października chcę schudnąć 25 deko. Powinno się udać.

"TK wskazał, że adwokaci i radcy świadczący pomoc prawną realizują misję społeczną. A z art. 17 konstytucji stanowiącego, że zawody zaufania publicznego mogą tworzyć samorządy zawodowe, „można wnosić o pewnych obowiązkach publicznoprawnych ciążących na członkach korporacji radców prawnych (adwokatów) i istotnej roli zawodów prawniczych w procesie wymiaru sprawiedliwości.

Zanim się obudziłem czułem poczucie misji. Śnił mi się chór bosych adwokatów w togach cicho śpiewających artykuł 17 konstytucji. Dyrygował nimi sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Słuchałem oczarowany. Przez to zaspałem. Wybiegłem na Karmelicką kupić chleb. W garści gniotłem banknot 50 złotowy. Niestety była już ósma rano, za późno. Sekta „PrzecieżNieMamWydać” opanowała piekarnie. Równie dobrze mógłbym nie mieć pieniędzy. Nie kupiłem zatem chleba baltonowskiego (swoją drogą tajemnicza nazwa tego chleba powinna być przedmiotem „Tajemnic XX wieku” jako nadal nie rozwiązana zagadka). Wróciłem do domu stępokłusem. Zaaplikowałem sobie typowe śniadanie adwokata: bulletproof coffee . Natychmiastowa jasność myśli. Pojechałem do sądu.
Pierwsza rozprawa w sądzie dla Krakowa Śródmieścia. Świadek.
W myśli powtarzałem mądre słowa sędziego Trybunału Konstytucyjnego: „misja”, „istotna rola adwokata w procesie wymiaru sprawiedliwości”. Nagle poczułem się fatalnie. Tak jakbym miał grypę… Jakbym miał? Grypę? Pobladłem.
Ruchem ręki wskazałem świadkowi aby sam się pytał i mimo bólu ukłoniłem się sądowi i ruszyłem pędem do lekarza. Gabinet był otwarty, jako że mój lekarz jest z nieporozumienia.
„O, pan adwokat”, powiedział lekarz (nigdy nie nauczę go aby zwracał się do mnie „panie mecenasie”).
„O, pan lekarz”, wysapałem złośliwie, ale marnie to wyszło.
„Co się TYM RAZEM dzieje panie adwokacie? Znów się panu śnią stepujące paragrafy? Znowu wyrzuty sumienia, że nie ma pan wyrzutów sumienia? A może znów ma pan bezobjawowy kaszel?”
Lekarz wie że uznaję go za lepszego ode mnie. Stetoskop, biały kitel i bezwiedne bazgranie po recepcie budzi mój szacunek.
Zawsze pyta mnie co się dzieje TYM RAZEM – dając mi do zrozumienia, że ma przed sobą pacjenta - magnes przyciągający wszelkie choroby. Prosiłem go wielokrotnie aby nie używał tego swojego TYM RAZEM.
„Czuję się JAKBYM miał grypę”.
„No to ma pewnie pacjent ma grypę” powiedział lekarz patrząc przez okno.
„Nie mam… Przecież. To raczej niemożliwe. Wykluczone zarazem. Nie mogę mieć grypy, bo się zaszczepiłem, przeciwko niej, tej grypie, przecież. A wie pan lekarz że objawy TAKIE JAK grypy to na pewno jest borelioza, drogi Watsonie. Kleszcz mnie ugryzł i mam”.
„A gdzie ugryzł pana adwokata?”
„Lekarzu, a skąd mam wiedzieć? Przecież kleszcz ma wielkość kleszcza. Gdyby był jak pies, to wiedziałbym że mnie ugryzł. Uchylam pytanie”.
„Jak by pana pies ugryzł to nie miałby pan adwokat boreliozy. A miał pan chociaż wędrujący rumień?”, lekarz zaczął oglądać metkę od swojego fartucha.
To „chociaż” było wypowiedziane tonem zawodowego szulera z Las Vegas który właśnie spłukał do cna kolejnego naiwniaka.
„A właśnie że mam, a właściwie miałem, jak byłem we wrześniu na rozprawie w sądzie dla Krowodrzy to wędrował od kostki przez kolano, potem poszedł bokiem, do łokcia. Tam był kilka dni. Potem już poszedł. Rumień jeden”.
„Proszę rozpiąć togę panie adwokacie”.
Tu mnie miał! Za szybko wybiegłem z sądu.
Lekarz wycelował w mnie stetoskop.
Zawsze proszę go aby nie przykładał zimnej słuchawki do pleców. Na pewno jest jakiś sposób na ogrzanie słuchawki. Ręką chociaż. Wiem z pewnego źródła że WHO wydał tajną instrukcję aby adwokatów nękać zimną słuchawką. Na całym świecie lekarze składając ślubowanie, po cichu dodają na końcu roty: „i ślubuję za każdym razem przykładać znienacka zimną słuchawkę do pleców pacjenta-adwokata” (każdy w swoim języku naturalnie).
Sługa eskulapa zabrał się metodycznie do badania. Było jak zawsze: odwrócony tyłem do doktora rozebrany do pasa, upokorzony i bezradny słuchałem jak mój lekarz bada mnie i zamawia przez telefon bilety na koncert w filharmonii.
W końcu skończył.
„Nic nie mogę panu powiedzieć”, lekarz zasępił się, zupełnie jak krawiec gdy za bardzo skrócił moje spodnie. „Obowiązuje mnie tajemnica lekarska. Jest pan zderegulowany. Proszę czytać www.nawokandzie.ms.gov.pl , a teraz proszę za poradę stodwajściaczy złote, w używanych banknotach”.


Od razu zrobiło mi się lepiej. Wychodząc z gabinetu rzuciłem okiem na poleconą przez medyka stronę . Wywiad z ministrem sprawiedliwości - "dużo zadań i mało czasu" Minister ma jednak gorzej. Spokojnie wsiadłem do swojego samochodu z napisem na drzwiach „adwokat ma przy sobie 15 złotych” i grzecznie ustawiłem się w korku.
Trwa ładowanie komentarzy...